Żegnaj, oryginale!

Żegnaj, oryginale!

Dodano:   /  Zmieniono: 
 
Istnieje niebezpieczeństwo, że „Wielki Gatsby” okaże się filmem... małym. Takie obawy rodzi 
już zwiastun dzieła Baza Luhrmanna. Czwarta w historii adaptacja słynącej z elegancji powieści Fitzgeralda przypomina rozbuchany klip Beyoncé. Literacki klejnot lśni blaskiem tandetnej podróbki - Piotr Czerkawski

N

a polskim podwórku równie ryzykowny wydaje się pomysł adaptacji „Złego”. O przeniesieniu na ekran powieści Leopolda Tyrmanda choć raz w życiu przebąkiwał bodaj każdy liczący się polski twórca. Od słów do czynów postanowił przejść dopiero Xawery Żuławski. W udzielanych prasie wywiadach twórca „Chaosu” niepokojąco dużo miejsca poświęca potrzebie „unowocześnienia” powieści i dostosowania jej do wymagań współczesnego widza. Czy na pewno jednak potrzebujemy „Złego”, w którym nieśmiertelny jazz zostanie zastąpiony przez miałki pop, a kwiecista fraza Tyrmanda zamieni się w dresiarskie esperanto?

Gwałty i romanse

Wyrażane w ten sposób niepokoje mogą okazać się zupełnie bezpodstawne. Zarówno Luhrmann, jak i Żuławski zaistnieli już przecież jako kaskaderzy wrażliwości potrafiący wyjść cało z największych adaptacyjnych opresji. Ten pierwszy zachwycił jurorów snobistycznego festiwalu filmowego w Berlinie za sprawą „Romea i Julii”, które bardziej niż dzieło Williama Szekspira przypominało fotoopowieść z magazynu „Bravo”. Drugi kongenialnie przełożył na język kina niesforną polszczyznę Doroty Masłowskiej i uczynił z „Wojny polsko-ruskiej” jeden z najciekawszych rodzimych filmów ostatnich lat.

Wszystko wskazuje na to, że nie ma  złych pomysłów, są tylko fatalne wykonania. Być może wkrótce doczekamy się więc „Czarodziejskiej góry” zrealizowanej w estetyce à la „Spring Breakers” i „W poszukiwaniu straconego czasu” z haszyszowym ciasteczkiem w miejsce proustowskiej magdalenki. Niebezpieczne związki literatury i filmu zawsze prowadzić będą zarówno do brutalnych gwałtów, jak i owocnych romansów. O rozpiętej między miłością a nienawiścią, pożądaniem a nieufnością relacji pomiędzy dwiema sztukami wypowiadało się już wielu pisarzy. Jeden z ciekawszych głosów w dyskusji należy do Salmana Rushdiego. Autor „Szatańskich wersetów” wspominał w felietonie dla „Guardiana”, że zadaniem reżysera powinno być przede wszystkim rozpoznanie esencji przenoszonej na ekran książki. Sam proces adaptacji miałby natomiast nierozerwalnie łączyć w sobie poczucie zysku i straty.