Felieton Bartosza Żurawieckiego
James Cameron w rozmowie dla ?El País? (przedrukowanej w tygodniku ?Forum?) powiedział: ?Obraz trójwymiarowy to coś, czego od dawna brakowało w kinie. (...) Tak jak słuchamy dwojgiem uszu, co doprowadziło do wynalezienia stereofonii, tak samo patrzymy dwojgiem oczu (...)?. No, dobrze ? w takim razie, co z tymi okularami? Owszem, możemy użyć słuchawek, by lepiej poznać ?efekt stereofoniczny?, lecz i bez nich, gołymi uszami usłyszymy, co trzeba. A obrazu trójwymiarowego w kinie nie da się zobaczyć gołym okiem. Trzeba założyć specjalne okulary (jak się ma słaby wzrok, to nawet okulary na okulary), co jest, prawdę mówiąc, dość upierdliwe.
Czy więc ? gdy technika trójwymiarowa się upowszechni i udoskonali ? trzeba będzie zakładać okulary, by obejrzeć byle komedyjkę czy horror? Albo i ciężki dramat psychologiczny? Ja tam nie chcę, bo w jakiejś trzydziestej minucie podziwiania 3D zaczynają boleć mnie oczy, a potem głowa.
A na razie nie zanosi się, byśmy mogli wyraźnie zobaczyć te wszystkie cuda bez wspomagania. Co stanowi albo smutny paradoks techniki 3D, albo dowód na to, że trójwymiar nie jest przeznaczeniem kina.
Zaraz odezwą się głosy, że jestem jak ci, którzy pod koniec lat 20. ubiegłego wieku protestowali przeciwko pojawieniu się dźwięku w filmach. Gdzieżbym tam śmiał stać
na drodze postępu! Zauważmy jednak, że dźwięk przyjął się szybko, szybko też filmy dźwiękowe osiągnęły, pod względem warsztatowym i artystycznym, poziom dojrzałego kina niemego. Tymczasem 3D ? w obecnej postaci ? istnieje już lat naście, a wciąż ma nam do zaoferowania wyłącznie skaczące dinozaury, rafy koralowe, kosmitów i inne osobliwości. Dzięki 3D kino na powrót stało się twórczością jarmarczną, co bynajmniej mnie nie cieszy. Spójrzmy zresztą na sztuki kinu pokrewne ? malarstwo i fotografię. Są od niego starsze i mądrzejsze, toteż dawno już zrozumiały, że rzecz nie polega na tym, by wszystko wyglądało ?jak prawdziwe?. Pamiętacie fotografie trójwymiarowe przedstawiające panią z mrugającym oczkiem? Obawiam się, że kino postanowiło powiększyć ową panią i owe oczko do rozmiarów wielkiego ekranu.
W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że rozwój sztuki polega na redukowaniu wymiarów fizycznych i poszerzaniu duchowych. Czyli od rzeźb prymitywnych do obrazów Picassa i Bacona. Milan Kundera
w krótkim eseju (opublikowanym właśnie po polsku w książce ?Spotkanie?) pisze, że historia kina jest raczej historią techniki niż sztuki. Dodałbym od siebie, że współczesność kina też jest raczej współczesnością techniki niż sztuki. Niestety.
Wiem, że w Polsce ostrożnie należy używać słowa ?sztuka?. Z jednej strony bowiem mamy coraz bardziej dotkliwy terror popkultury i popkulturystów, z drugiej ? słowo to zostało zawłaszczone przez egzaltowane dziennikarki i kolegów z kółka poetyckiego wzajemnej masturbacji (sorry, adoracji). Dlatego sformułuję swoją wątpliwość inaczej ? czy skupiając się na trzecim wymiarze, nie zapominamy o innych wymiarach, niekoniecznie tych widzialnych?
Zacząłem też się zastanawiać, czy chciałbym obejrzeć w 3D klasyczne arcydzieła kina. Na przykład, którąś z psychodram Bergmana. Mieć przed nosem rozdrapującą rany parę i nie móc jej pomóc? Nie, nie chciałbym. To może film Felliniego? Niemal dotknąć krągłych kształtów jego kobiet i niemal zjeść barokowe dania serwowane na ucztach z udziałem Casanovy? Nie, też bym nie chciał. A czy chciałbym obejrzeć w 3D film pornograficzny? Tu już bym się zastanowił...
Moja przyjaciółka podsumowuje dyskusję krótko i zwięźle ? ?trójwymiar to ja mam na co dzień?. Fenomen kina polega (przynajmniej dla mnie) na tym, że płaski obraz stwarza wrażenie głębi; że angażuję się w to, co widzę, a jednocześnie trzymam dystans. Biorę udział w projekcji, ale też sam coś projektuję na ekran. Bo sztuka wymaga od odbiorcy współuczestnictwa. Tymczasem kino 3D jest kinem dla ludzi leniwych i pozbawionych wyobraźni. Niczego od nich nie wymaga, nie zostawia niedopowiedzeń, włazi do oczu i na głowę.
Od razu przyznam się, że nie widziałem ?Avatara?. Nie spieszy mi się, choć pójdę z obowiązku, gdy już przewalą się tłumy. Może film mi się spodoba, a może nie, obawiam się jednak, że wątpliwości nie rozwieje. Choćby dlatego, że to znowu bajka.    
Zresztą, sceptycznie podchodzę do wizji
i przepowiedni Camerona. Niedawno obejrzałem wyreżyserowany przez niego film ?Obcy ? decydujące starcie? z roku 1986 roku. Nie dość, że w tym dziele science fiction lata 80. widać chociażby we fryzurach bohaterów, to jeszcze Cameron (podobnie zresztą jak inni twórcy gatunku) nie był w stanie przewidzieć dwóch prostych rzeczy ? że będą istnieć przenośne komputery, a ludzie rozmawiać będą przez telefony komórkowe. Niech więc sobie autor ?Avatara? gada zdrów o trójwymiarowej rewolucji! Na szczęście, nawet on nie jest w stanie zgadnąć, jaka będzie przyszłość kina.
 
Portret użytkownika 3d-ready.pl

Polemika z felietonem Bartosza Żurawieckiego

Oto odpowiedź 3D-Ready.pl na felieton Bartosza Żurawieckiego o trzech wymiarach w filmie…  z “Filmu”. Od razu przyznam się do tego, że opieram moją wypowiedź jedynie na fragmencie zamieszczonym na stronie http://film.com.pl/?q=node/1715 . Kiedy mam ochotę poczytać o kinie, sięgam po “Kino”, a nie “popkulturystów” z “Filmu”. Autor felietonu ma prawo do własnego zdania i wyskrobywania jego subiektywnych bolączek dotyczących technologii 3D, ale nie mogę pogodzić się z ogromem ignorancji i braku profesjonalizmu, który może skutkować złym zrozumieniem trzech wymiarów oraz zniechęceniem czytelników do oglądania filmów 3D.

James Cameron w rozmowie dla ?El País? (przedrukowanej w tygodniku ?Forum?) powiedział: ?Obraz trójwymiarowy to coś, czego od dawna brakowało w kinie. (…) Tak jak słuchamy dwojgiem uszu, co doprowadziło do wynalezienia stereofonii, tak samo patrzymy dwojgiem oczu (…)?. No, dobrze ? w takim razie, co z tymi okularami?

A co to ma do rzeczy? Tak jak fotele w kinie pozwalają oglądać film na siedząco, system głośników pozwala na słuchanie kilku kanałów naraz, właśnie po to, aby dźwięk był bardziej realistyczny, a kolorowy obraz sprawia, że odbiór filmu jest jeszcze bardziej immersyjny, tak specjalne okulary pozwalają oglądać film w trzech wymiarach. Tak już jest. Jeżeli komuś nie odpowiadają okulary (o których istnieniu w połowie seansu często się zapomina), to niech nie ogląda 3D, albo czeka na technologie autostereo.

Owszem, możemy użyć słuchawek, by lepiej poznać ?efekt stereofoniczny?, lecz i bez nich, gołymi uszami usłyszymy, co trzeba.

Słuchawek? Ba! Całych systemów nagłośnieniowych, o których Pan nawet nie myśli, sadowiąc się w sali kinowej!

A obrazu trójwymiarowego w kinie nie da się zobaczyć gołym okiem. Trzeba założyć specjalne okulary (jak się ma słaby wzrok, to nawet okulary na okulary), co jest, prawdę mówiąc, dość upierdliwe.

Tak to już jest. Żeby w ogóle wyjść z domu do kina trzeba założyć skarpetki, co również jest upierdliwe. Cała masa niepotrzebnych utensyliów, tylko po to, żeby usiąść wygodnie w fotelu bez społecznej dezaprobaty. A nie tylko gołym okiem ale i gołą pupą bodźce odbiera się przyjemniej…

Czy więc ? gdy technika trójwymiarowa się upowszechni i udoskonali ? trzeba będzie zakładać okulary, by obejrzeć byle komedyjkę czy horror? Albo i ciężki dramat psychologiczny?

Nie. Technologii trójwymiarowych jest sporo i następnym krokiem w ewolucji “trzy-de” będzie autostero, czyli 3D bez potrzeby noszenia okularów, o holografii nie wspominając. To jednak odległa przyszłość. Na razie nikt nie jest zmuszany do oglądania filmów w trzech wymiarach, gdyż nadal możemy podziwiać nawet takie hity 3D jak Avatar w dwóch wymiarach.

Ja tam nie chcę, bo w jakiejś trzydziestej minucie podziwiania 3D zaczynają boleć mnie oczy, a potem głowa.
A na razie nie zanosi się, byśmy mogli wyraźnie zobaczyć te wszystkie cuda bez wspomagania. Co stanowi albo smutny paradoks techniki 3D, albo dowód na to, że trójwymiar nie jest przeznaczeniem kina.

Jest na ból oczu w trakcie oglądania 3D rada - proszę przestać chodzić do kina na filmy 3D. Oszczędzi to Panu kłopotu z oczami, a czytelnikom takich felietonów.

Zaraz odezwą się głosy, że jestem jak ci, którzy pod koniec lat 20. ubiegłego wieku protestowali przeciwko pojawieniu się dźwięku w filmach.

Wydaje mi się, że jest Pan po prostu pseudo nonkonformistą, pragnącym napisać cokolwiek kontrowersyjnego o chodliwym temacie.

Gdzieżbym tam śmiał stać na drodze postępu!

Maszyna marketingowa trzech wymiarów po targach CES 2010 nabrała takiego impetu, że nie sposób mówić o jakichkolwiek przeszkodach…

Zauważmy jednak, że dźwięk przyjął się szybko, szybko też filmy dźwiękowe osiągnęły, pod względem warsztatowym i artystycznym, poziom dojrzałego kina niemego. Tymczasem 3D ? w obecnej postaci ? istnieje już lat naście, a wciąż ma nam do zaoferowania wyłącznie skaczące dinozaury, rafy koralowe, kosmitów i inne osobliwości. Dzięki 3D kino na powrót stało się twórczością jarmarczną, co bynajmniej mnie nie cieszy.

Dźwięk w kinie był znacznie ważniejszym i bardziej pożądanym wynalazkiem niż trzy wymiary. 3D nie pojawiło się wraz z premierą Avatara, to fakt, ale to właśnie film Camerona będzie zapamiętany jako punkt zwrotny w rozpowszechnieniu 3D na szeroką skalę, nie tylko w kinie. A propos Avatara, to przecież mainstreamowe kino nigdy nie przestało być jarmarczne! Doszukiwanie się w IMAX’owych dokumentach 3D o dinozaurach czy rafach koralowych jakichś wzniosłych przesłań jest po prostu śmieszne. Odnoszę również wrażenie, że przecenia Pan efekty trójwymiarowe, co jak się zaraz okaże jest powodowane brakiem “obycia” z technologią 3D.

Spójrzmy zresztą na sztuki kinu pokrewne ? malarstwo i fotografię. Są od niego starsze i mądrzejsze, toteż dawno już zrozumiały, że rzecz nie polega na tym, by wszystko wyglądało ?jak prawdziwe?. Pamiętacie fotografie trójwymiarowe przedstawiające panią z mrugającym oczkiem? Obawiam się, że kino postanowiło powiększyć ową panią i owe oczko do rozmiarów wielkiego ekranu.
W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że rozwój sztuki polega na redukowaniu wymiarów fizycznych i poszerzaniu duchowych. Czyli od rzeźb prymitywnych do obrazów Picassa i Bacona.

Kino z natury jest bardziej immersyjne od malarstwa i fotografii (nota bene istnieje wielu fotografów tworzących w 3D), toteż nie dziwi tendencja do adaptowania nowych technologii, wzbogacających ową immersję oraz doznania odbiorcy. Gry komputerowe, medium o jeszcze większym stopniu zatopienia widza - gracza w wirtualnym świecie niż film, z powodzeniem stosują trzy wymiary w baśniowych i fantastycznych światach, urozmaicając w ten sposób zabawę, jednocześnie nie zwiększając jakoś specjalnie realizmu. Wszystko zależy od implementacji technologii i oczekiwań odbiorcy.

Milan Kundera w krótkim eseju (opublikowanym właśnie po polsku w książce ?Spotkanie?) pisze, że historia kina jest raczej historią techniki niż sztuki. Dodałbym od siebie, że współczesność kina też jest raczej współczesnością techniki niż sztuki. Niestety.

To naturalne, że rozwój technologii wiąże się z nowymi możliwościami przedstawiania zarówno tworów wyimaginowanych jak i mimesis.

[...]formułuję swoją wątpliwość inaczej. Czy skupiając się na trzecim wymiarze, nie zapominamy o innych wymiarach, niekoniecznie tych widzialnych?

Wszystko zależy od “nas”. Za kilka lat 3D stanie się normą i nikt już nie będzie podniecał się jej wpływem  na “inne wymiary”, tak jak Pan zupełnie pomija w swoich rozważaniach system nagłośnieniowy w sali kinowej. Wymyślimy wtedy nowy powód do narzekania i pisania felietonów.

Zacząłem też się zastanawiać, czy chciałbym obejrzeć w 3D klasyczne arcydzieła kina. Na przykład, którąś z psychodram Bergmana. Mieć przed nosem rozdrapującą rany parę i nie móc jej pomóc? Nie, nie chciałbym. To może film Felliniego? Niemal dotknąć krągłych kształtów jego kobiet i niemal zjeść barokowe dania serwowane na ucztach z udziałem Casanovy? Nie, też bym nie chciał. A czy chciałbym obejrzeć w 3D film pornograficzny? Tu już bym się zastanowił…

To już tylko i wyłączone Pana sprawa. Nie widzę żadnej różnicy w odbiorze Bergmana czy Felliniego w 3D. Konwersja do trzech wymiarów nie zmieniłaby absolutnie niczego, bo są to twórcy wybitni, których dzieła NIE POTRZEBUJĄ dodatkowego “pogłębiania” (Swoją drogą, taki “Satyricon” wyglądałby w 3D świetnie…). Tym bardziej oglądanie tych dzieł z odrobiną głębi nie wpłynęłoby negatywnie na odbiór,  chyba że tak jak autor felietonu oczekiwalibyśmy wszystkiego tuż “przed nosem”. Moglibyśmy się rozczarować, bo wbrew pozorom, 3D nie sprawia, że kino staje się aż tak realistyczne. Widać tu również pewną niekonsekwencję. Z jednej strony wg autora felietonu głębia w kinie oddala od wymiaru duchowego, z drugiej jednak rozdrapująca rany para przed nosem widza jest dla pana Żurawieckiego nie do zniesienia. Nie wspominając o niechęci do kobiet Felliniego, przeciwstawionej “zastanowieniu” się nad filmem pornograficznym w 3D. Panie Żurawiecki, to Pan dopiero spłycił…

Moja przyjaciółka podsumowuje dyskusję krótko i zwięźle “trójwymiar to ja mam na co dzień”.

Dźwięk i kolor też mamy na co dzień. Czy wg Pana przyjaciółki oznacza to, że powinniśmy oglądać tylko filmy czarno-białe i w dodatku nieme? Nikt chyba nie uwierzy, że zastosowanie trójwymiaru (tak jak koloru czy dźwięku) automatycznie obniża wartość filmu… Znowu mamy do czynienia z wypowiedzią człowieka,  który nie ma zielonego pojęcia, o czym mówi. W połowie seansu 3D przyzwyczajamy się do wrażenia głębi do tego stopnia, że nie widzimy już różnicy! Trzy wymiary to jedynie dodatek, jeden ze środków wyrazu, a nie rewolucja. Proszę szanownych “ekspertów” od kina o pisanie felietonów w oparciu o fakty, a nie bełkot marketingowy firm promujących 3D. Wszystko, co tu czytam brzmi jak wrażenia spisane na świeżo po przejrzeniu broszurki Sony czy innego producenta 3DTV.

Fenomen kina polega (przynajmniej dla mnie) na tym, że płaski obraz stwarza wrażenie głębi; że angażuję się w to, co widzę, a jednocześnie trzymam dystans. Biorę udział w projekcji, ale też sam coś projektuję na ekran. Bo sztuka wymaga od odbiorcy współuczestnictwa.

Znowu wygląda na to, że autor chciał napisać koniecznie coś o 3D, posługując się jedynie materiałami wygrzebanymi na stronach producentów telewizorów trójwymiarowych. Sztuka wymaga od odbiorcy współuczestnictwa? Niemożliwe. Skoro głębia w filmie przeszkadza Panu we współuczestniczeniu, to ponawiam apel: proszę nie oglądać filmów w 3D.

Tymczasem kino 3D jest kinem dla ludzi leniwych i pozbawionych wyobraźni. Niczego od nich nie wymaga, nie zostawia niedopowiedzeń, włazi do oczu i na głowę.

Nonsens! Przecież to totalne bzdury. Oślepnijmy wszyscy i oglądajmy filmy bez jakichkolwiek bodźców wzrokowych. Wymagajmy więcej od siebie niż inni wymagają…

Od razu przyznam się, że nie widziałem “Avatara”.

Nie do wiary! Sądząc po Pańskim felietonie można odnieść wrażenie, że jest pan ekspertem od trzech wymiarów, a Avatara widział Pan co najmniej dziesięć razy.

Nie spieszy mi się, choć pójdę z obowiązku, gdy już przewalą się tłumy. Może film mi się spodoba, a może nie, obawiam się jednak, że wątpliwości nie rozwieje. Choćby dlatego, że to znowu bajka.

Naturalnie. Na filmy pokroju Avatara trzeba chodzić pół roku po premierze, co by nie rozwiać aury znawcy będącego ponad motłochem łakomym na plebejskie rozrywki. Ale pisać bzdury o technologii 3D można.

Zdaję sobie sprawę z tego, że moja krytyka nie jest najwyższych lotów, ale nie będę się silił na grzeczną polemikę z kimś kto pisze od rzeczy. Jest to tylko i wyłącznie moje zdanie na temat poglądów pana Żurawieckiego. Wydaje mi się jednak, że mam większe pojęcie o trzech wymiarach w filmie, niż autor cytowanego felietonu.

pozdrawiam
Konrad Ziaja
admin http://www.3d-ready.pl

 
Portret użytkownika mlez

Nowa forma?

Do Pana Konrada Ziaji

<?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" /> 

Po przeczytaniu Pana opinii na temat felietonu p. Żurawieckiego odnoszę wrażenie, że „nieco” spłyca Pan jego treść. Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o okulary, bo ten argument (zaraz po bólu oczu w trakcie oglądania) wydaje się być najłatwiejszy do polemiki – i nie dziwię się. W końcu nie jest trudno skrytykować kogoś za takie drobiazgi (można było jeszcze doradzić kupno soczewek – o tym Pan nie pomyślał!) Powiem szczerze, że traktuje Pan wszystkich mających inną opinię o trój wymiarze jak kinowych konserwatystów, bojących się jakichkolwiek innowacji. Moim zdaniem innowacje owszem są potrzebne, ale może nie tyle w formie (bo tę holiłód dopracowało wręcz za bardzo), ale w treści! Przyznam, że Avatara nie widziałam (bo wolę wydać cenne 13zł na cokolwiek innego), ale rozmawiałam ze znajomą, która jest filmem zachwycona. Byłam zszokowana, bo powiedziała mi, że 3D w tym filmie jest niczym w porównaniu z jego tematyką (CO?!). Powiedziała, że przekazuje „wzniosłe” treści – pokazuje jacy ludzie mogą być w stosunku do kogoś, kto jest odrobinę inny niż oni. Tu dodam, że w takim razie wolałabym chyba obejrzeć te dinozaury w 3D! Przecież najgłupsze komedie romantyczne o dziewczątkach chcących spełnić swoje marzenia też niosą takie przesłania (tylko w mniej napuszony sposób). Wydaje mi się, że Avatara ogląda się po prostu dla efektów specjalnych – czyli taki jak wiele razy już wspomniane dinusie w 3D.

 

Poza tym, mówi Pan, że 3D to nowa forma – bzdura. Po prostu nasze społeczeństwo jest już tak wszystkim znudzone, że szuka jakiejkolwiek odmiany – równie dobrze przed każdym filmem w kinie mogłaby lecieć 2-minutowa etiuda przedstawiająca ludzi obrzucających się własnym kałem. Wszystkiego trzeba teraz dotknąć, posmakować, powąchać, zmacać, polizać, zobaczyć…od środka! To wszystko jest połączone z wyłączeniem wyobraźni (co poruszył p. Żurawiecki w swoim felietonie) – zgadzam się z tym w 100%.

 

Skoro i Pan nie szczędził porad w kierunku autora tekstu to czuję się w obowiązku udzielania panu jednej: jeśli tak bardzo ceni Pan realizm i bogactwo formy proponuję wybrać się do teatru – okulary tez można wziąć, nawet te do oglądania w 3D…

 

Pozdrawiam,

 

Marysia Leźnicka

 
Portret użytkownika 3d-ready.pl

Najpierw zobacz, potem oceń...

"Wzniosłych treści" można doszukać się zarówno u wspomnianego wyżej Bergmana jak i  Georga Lucasa. To czy wybiera Pani filmy o dinozaurach, "rozpierduchy" SF jak Avatar, czy najgłupsze komedie romantyczne, to już nie moja sprawa i nie narzucam wyboru. Każdy dowolnie może czerpać z rozległego miksu owych "treści" podanych w różnoraki sposób, czy to u Bacha, czy The Beatles, więc proszę nie prawić truizmów o wyższości jednego rodzaju filmów nad drugim.

Proszę mi wierzyć, znam się na 3D i wiem jak ta technologia działa, a nie do końca działa tak, jak Pani (i większość sceptyków, którzy o 3D jedynie słyszeli i na tej podstawie opierają swoje wzniosłe teorie) sobie ją wyobraża.

Pani polemika sprowadza się do uświadomienia mi, że Avatar jest przerostem formy nad treścią i pustą rozrywką pozbawioną "wzniosłych treści". Niestety, muszę Panią rozczarować. Nie będę się sprzeczał, bo jest mniej więcej tak jak Pani mówi. Niemniej jednak, z punktu widzenia kogoś, kto film już widział, gorąco polecam wydanie "cennych kilkunastu złotych" na seans 3D, bo film po prostu dobrze się ogląda i można się na nim nieźle bawić. 3D na razie obecne jest jedynie w płytkich, acz widowiskowych "rozwałkach" pokroju Transformers, tym zabawniejsze wydają się argumenty Pani i Żurawieckiego.

Poza tym, bawi mnie zapominanie o tym, że w różnych innych ("starszych i mądrzejszych") dziedzinach sztuki już dawno pojawiły się nurty czerpiące radość jedynie z bawienia się formą.

Moja wcześniejsza wypowiedź, miała charakter niezbyt wysublimowanego ataku na Żurawieckiego, gdyż pisał “popkulturystycznie” i zupełnie bez sensu, w oderwaniu od rzeczywistości, wpływając na potencjalnych odbiorców 3D, którzy mogą uznać go za autorytet, a felieton stylizował na refleksję sceptyka w obliczu ogromu artykułów poświęconych 3D, rozpływających się w pochlebstwach.

Trzy wymiary w kinie to jedynie jeden z wielu środków  urozmaicających odbiór (jak kolor, dźwięk przestrzenny, efekty specjalne etc.), z których twórca może skorzystać w trakcie tworzenia filmu. Zdaje sobie z tego natychmiast sprawę każdy, kto choć raz miał styczność z filmem 3D. Jest to jedynie dodatkowy efekt wpływający zupełnie pozytywnie na odbiór, o czym radzę przekonać się na własne oczy, między innymi po to, aby nie przeceniać realizmu takiego seansu, czy wpływu na wyobraźnię widza. Opinie które tu czytam są jedynie efektem oburzenia na agresywną reklamę 3D i upychanie technologii wszędzie, gdzie tylko się da. Nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością sali kinowej. 3D-Ready.pl istnieje między innymi po to aby obiektywnie pisać o trzech wymiarach w kinie, telewizji i grach komputerowych, opisując jej dobre i złe strony oraz obalając mity na jej temat.

pozdrawiam i zapraszam
admin
http://www.3d-ready.pl